Pielgrzymka do Rzymu

Delegacja członków Stowarzyszenia Absolwentów „Dzieło”, pracowników i stypendystów Fundacji odbyła pielgrzymkę do Rzymu, aby przy grobie błogosławionego Jana Pawła II modlić się za ofiarodawców, za dalszy rozwój Dzieła oraz we wszystkich intencjach powierzonych nam przez stypendystów.

 Uroczo było pozostawić zimową jeszcze Warszawę i po dwóch godzinach znaleźć się w upalnej, słonecznej Italii, gdzie na niebie w kwietniu nie ma ani jednej chmurki, a w ogrodach kwitną róże i owocują mandarynki.  Jadąc autobusem z lotniska podziwialiśmy ogromne palmy, pinie, rododendrony i soczystą zieleń pełni wiosny. Gdy dotarliśmy do naszego miejsca zakwaterowania, Domu Polskiego Jana Pawła II, nasi księża odprawili niedzielną mszę. Stypendyści podczas niej przeczytali wszystkie intencje, które nadesłali wcześniej koledzy z całej Polski. Były to setki gorących próśb  - najczęściej o zdrowie dla bliskich, znalezienie dobrego współmałżonka i satysfakcjonującej pracy. Szczególnie polecaliśmy także wszystkich ofiarodawców, bo to dzięki nim możemy się rozwijać i istnieć jako wspólnota. Prosiliśmy o Boże Błogosławieństwo dla nich.


Choć zapadł już wieczór, nie mogliśmy się doczekać zwiedzania. Michał, który jesienią spędził dwa miesiące w Radiu Watykańskim, zabrał nas na małą wycieczkę, abyśmy mogli zobaczyć Rzym nocą. Pędziliśmy co sił w nogach, aby od razu obejrzeć jak najwięcej.

W poniedziałek rano zaczęliśmy od Muzeum Watykańskiego. Belgijska pani przewodnik najpierw wyjaśniała nam przy pomocy multimedialnego pokazu, jakie przeżycia czekają nas w Kaplicy Sykstyńskiej – gdzie nie wolno rozmawiać, filmować ani fotografować. Rzeczywiście – to ogromne wnętrze robi wrażenie! Na jednej ze ścian są sceny z życia Mojżesza – zawsze ubranego na żółto-zielono; na drugiej – sceny z życia Jezusa. Czterech wielkich artystów miało ozdobić kaplicę dla papieża Sykstusa w dość krótkim czasie, więc prędko zabrali się do pracy umówiwszy się, jakie szaty będą oznaczać którą osobę. Sufit jest pełen fresków Michała Aniola. Największe wrażenie zrobił na nas ten ze stworzeniem Adama – tak wymowny, że chciałoby się, aby to on zajmował cały sufit. Można się domyślić, że ten właśnie fresk, jest jednym z symboli Rzymu – w każdym sklepie można spotkać z nim kubeczki, spodeczki, kalendarze i pocztówki. Jako ostatnia ze ścian Kaplicy Sykstyńskiej, została ozdobiona ta ze sceną Sądu Ostatecznego. W centrum Chrystus, po Jego prawej stronie dusze wstępujące do nieba, które pomagają sobie nawzajem wspinać się w górę; a po lewej – te, które nawzajem ściągają się do piekła. Freski pełne dziesiątek nagich ciał, precyzyjnie odtworzonych w całym swym pięknie; twarze przedstawiające grymasy i emocje jak prawdziwe. Na krytykę tej nagości Michał Anioł odpowiadał „Jeśli wam to przeszkadza, to znaczy, że nie patrzycie czystymi oczami”. Najwidoczniej wielu dostojników miało z tym problem, skoro wiele lat później część tynku uszkodzono i bohaterom fresków domalowano ubrania. Uszkodzone części są już nie do odtworzenia.

W Watykanie zwiedzaliśmy także komnaty pełne ogromnych map Italii, belgijskich arrasów; sarkofagów grobowych, na których szczególnie popularny był motyw Dobrego Pasterza. Wrażenie na nas zrobiły bogato zdobione sufity, ściany, piękne ogrody, ale nic z tego i tak nie może się równać ze wspaniałością Bazyliki Świętego Piotra. Początkowo, po wejściu do niej, trudno uwierzyć, jak jest ogromna, gdyż wszystko w niej jest ogromne: drzwi, kolumny, posągi, napisy. Dopiero kiedy się widzi maleńkiego człowieczka spacerującego pod kopułą, zdajemy sobie sprawę, że jest on tej samej wielkości, co litery w napisach, a bazylika dużo większa, niż się początkowo wydawało. Prawie wszystko w niej jest zrobione z kolorowego marmuru: z innego podłogi, z innego kolumny, z innego ściany i posągi. Z jednej strony sprawia to wrażenie, że zdobienia są skromne, nie przytłaczają widza jak w większości barokowych świątyń; z drugiej strony – że przecież ten wzorzysty marmur to dzieło Boga i żaden człowiek nie byłby w stanie wymyślić lepszego zdobienia. Wspaniały jest też główny witraż z przezroczystego alabastru przedstawiający Ducha Świętego jako Gołębicę. Ma nam przypominać, że to właśnie On prowadzi Kościół przez wszystkie wieki.

Podobnie kolosalne wrażenie zrobiła na pielgrzymach bazylika Santa Maria Maggiore. Oprowadzał nas po niej polski ksiądz infułat, Bronisław Morawiec, zaprowadził do miejsc i kaplic nieznanych większości turystów, specjalnie dla nas włączył iluminację sufitu oraz opowiadał bezcenne anegdoty – między innymi o tym, że sufit jest w całości zrobiony ze złota. Zostało ono ukradzione Indianom po odkryciu Ameryki. Krzysztof Kolumb, aby nie mieć wyrzutów sumienia, oddał je na budowę bazyliki. Podziwialiśmy tam także relikwie Żłóbka, w którym Matka Boska 20 wieków temu złożyła Dzieciątko Jezus; przepiękny papieski ołtarz, a także kilka bogatych sal i kaplic. Ksiądz infułat zaprowadził nas także do podziemi, gdzie mieści się muzeum skarbów: monstrancji i kielichów, różańców, szat papieskich haftowanych złotem. Zobaczyliśmy tam pozostałości starożytnych murów i fresków, które być może nie przetrwają już długo, gdyż najlepiej im służyło… kiedy były ukryte w wilgotnej ziemi.

We wtorek rano niektórzy wstali jeszcze przed świtem i udali się do Ostii – aby popływać w Morzu Śródziemnym. W Polsce byłoby to nie do pomyślenia w kwietniu – tymczasem we Włoszech wcale do tego nie trzeba być morsem, temperatura wody przypominała Bałtyk latem. Zbieraliśmy kolorowe kamyczki i ciekawe muszelki, podziwialiśmy rybaków wyjmujących sieci. Młode Włoszki już od rana opalały się na plaży, ale nikt oprócz nas nie odważył się wejść do wody. Trochę zrzedły nam miny, kiedy ktoś odczytał smsa z Poznania, że tam szaleją śnieżne zamiecie. Chcieliśmy jak najdłużej grzać się w słońcu i oddychać świeżym powietrzem, ale od południa znowu zaczęła się radosna gonitwa i zwiedzanie… przecież pielgrzymka to nie leżenie na plaży. Zobaczyliśmy bazylikę świętego Jana, Fontannę di Trevi, Hiszpańskie Schody i Katakumby Świętego Kaliksta- miejsce spoczynku tysięcy chrześcijańskich męczenników.  W tamtejszej kaplicy odprawiliśmy Mszę Św. za Fundację, stypendystów i ofiarodawców wyobrażając sobie, że wieki temu pierwsi chrześcijanie w tym samym miejscu modlili się narażając życie.  Poszliśmy także do kościoła wybudowanego na miejscu, gdzie święty Piotr spotkał Chrystusa i zapytał „Quo vadis, Domine?”.

Środa była najważniejszym dniem i celem naszej pielgrzymki. Skoro świt udaliśmy się znowu do Bazyliki Świętego Piotra, do grobu naszego Patrona, Błogosławionego Jana Pawła II, gdzie Mszę dla nas odprawił Kardynał Stanisław Ryłko, Przewodniczący Papieskiej rady ds. świeckich. Podczas kazania podkreślał, jak często Papież powtarzał młodzieży „Wy jesteście moją nadzieją”. W modlitwach powierzaliśmy wszystkie szlachetne intencje stypendystów i ofiarodawców. Z całym kazaniem można zapoznać się klikając w link tutaj.

Później nadszedł czas oczekiwania na audiencję generalną u Papieża Franciszka. Na Placu Świętego Piotra zgromadził się nieprzebrany tłum z różnych krajów – w tym my, 25 osób w żółtych chustach z logo Fundacji. Miło nam było, kiedy z głośników usłyszeliśmy powitanie skierowane do wielu pielgrzymów i instytucji – w tym także bezpośrednio do Fundacji. Papież w odkrytym samochodzie objeżdżał cały plac, witał się i całował dzieci, a ludzie wiwatowali biegli za nim tłumnie, gdziekolwiek się skierował. Wysłuchaliśmy Ewangelii i homilii skierowanej do pielgrzymów. Troje przedstawicieli Fundacji miało zaszczyt usiąść w loży dla specjalnych gości, bardzo blisko Papieża.

To był intensywny dzień. Zaraz po audiencji udaliśmy się do pobliskiego Radia Watykańskiego, gdzie serdecznie przywitali nas księża redaktorzy z Polskiej Sekcji. Poznaliśmy historię Radia (rozpoczynającą się w roku 1931), dzieje jego rozwoju; zobaczyliśmy Studio Karola Wojtyły i pomieszczenia innych sekcji językowych.

Po południu – już mocno zmęczeni, ale wciąż pełni zapału – udaliśmy się na wzgórze Kapitol, skąd oglądaliśmy panoramę starożytnego Rzymu. Nasza znajoma pani przewodnik przybliżała nam dzieje Republiki i Cesarstwa, lata świetności i powolnej grabieży tych pięknych budowli. W dawnych czasach, kiedy przestawano czcić jakieś bóstwo albo umierał poprzedni cesarz, nikt nie miał skrupułów i marmury z jednych budowli rozbierano, aby wybudować inną. Gdyby nie ten fakt, starożytne zabytki stałyby do dziś w całej okazałości. Dowiedzieliśmy się, jak solidnie je budowano, jak zwracano uwagę na odpowiednie wymiary, aby uzyskać genialną akustykę; 2000 lat temu były już w Rzymie stosowane przesuwane ściany, które mogły rozdzielić wielkie pomieszczenie sądowe, na wiele mniejszych sal rozpraw. Aż żal, że dziś nie buduje się z taką precyzją i zamiłowaniem! Mimo upływu tysiącleci i wielu zniszczeń, starożytne świątynie, pałace i sądy nadal robią na nas wrażenie.

Ostatkiem sił dotarliśmy pod Koloseum, amfiteatr zbudowany z materiałów rozgrabionych ze Świątyni Jerozolimskiej. Pewnie i ten zabytek uległby dewastacji, gdyby nie fakt, że papież Benedykt XIV postawił w nim krzyż i napomniał, że jest to miejsce śmierci wielu męczenników chrześcijańskich: m.in. Ignacego Antiocheńskiego. Od tamtego czasu co roku w Wielki Piątek spod tego krzyża papieże rozpoczynają Drogę Krzyżową.

W czwartek nadszedł czas powrotu do domu. Wyczerpani, niewyspani i bez grosza przy duszy (rzymskie ceny są równie imponujące jak zabytki architektury), ale szczęśliwi wsiadaliśmy do samolotu i przez małe okienka podziwialiśmy odpływającą Italię, Adriatyk, Chorwację, Wiedeń, Dunaj, Kraków i Wisłę, a na końcu Kampinoski Park Narodowy z lotu ptaka. Wysiadając w Warszawie, z radością stwierdziliśmy, że w tym roku po raz drugi będzie nam dane przeżyć wiosnę. Aby piękne wspomnienia nie wyblakły, dzielimy się z nimi z wszystkimi Czytelnikami.                        

BW