Czy moje małżeństwo przeżywa kryzys?

Stowarzyszenie Absolwentów Dzieło podczas kolejnego z cyklicznych spotkań gościło pana Jerzego Grzybowskiego, założyciela i lidera Ruchu Spotkań Małżeńskich.

Nasz honorowy gość opowiadał, jak w latach siedemdziesiątych wraz z żoną organizował pierwsze spotkania dla małżeństw z okolic Warszawy.

Miała to być jakby instrukcja obsługi dla młodych małżonków – recepta na zapobieganie rozwodom. Warsztaty rekolekcyjne świetnie się sprawdziły wśród par w poważnych kryzysach. Zaczęły na nie także przyjeżdżać małżeństwa z coraz dalszych okolic, a później prędko zawiązały się grupy porekolekcyjne w innych miastach. Dziś rekolekcje prowadzą setki par animatorskich i księży, ruch rozprzestrzenia się na inne kraje (cykliczne spotkania odbywają się m.in. w Irlandii, USA i w krajach byłego ZSRR).

- Podzieliliśmy małżeństwa na te szczęśliwe i te w kryzysie. Jak rozpoznać, czy moje małżeństwo przeżywa kryzys? – zaciekawiła się jedna z uczestniczek.

- Każde małżeństwo jest w permanentnym kryzysie – uściślił pan Grzybowski i przytoczył niezwykle barwne, nieraz dramatyczne historie par, które brały udział w rekolekcjach: - Pamiętam na jakiejś konferencji podszedł do mnie ktoś i powiedział: „Pan na pewno mnie nie pamięta, ale dwadzieścia lat temu byliśmy z żoną na Spotkaniach Małżeńskich, które Państwo prowadzili. Te rekolekcje odegrały ogromną rolę w naszym życiu i miały wpływ na nasze szczęśliwe życie”. Inne małżeństwo, które uczestniczyło w rekolekcjach kilka miesięcy po ślubie powiedziało po pięciu latach, że nie przeżyło ich wtedy zbyt głęboko. Byli świeżo po ślubie, jeszcze bardzo zakochani w sobie. Ale gdyby nie uczestniczenie w tych rekolekcjach, to najprawdopodobniej nie przetrwaliby kryzysu jaki dopadł ich rok później. Szczególną dla mnie wymowę ma wypowiedź wdowy, która napisała do mnie, że przyjechała z mężem w dramatycznym kryzysie. To, co się na nim wydarzyło przerosło ich oczekiwania. Przebaczyli sobie i zaczęli razem wspólne życie na nowo. Tymczasem kilka miesięcy później ujawniła się ciężka choroba męża, zmarł po kilku tygodniach. Ona pisała do nas, że jest szczęśliwa, ze zdążyli się pojednać.

 

Pan Jerzy potwierdził również, że metoda dialogu, której można nauczyć się podczas tego spotkania przekłada się na inne dziedziny życia, np. relacje z dziećmi, z dalszą rodziną czy w pracy. Są to uniwersalne zasady, które jeśli są wyćwiczone, zmieniają sposób myślenia o naszych relacjach i ułatwiają osiągnięcie porozumienia.

Nasz gość zachęcał też do wzięcia udziału w naukach przedmałżeńskich „Wieczory dla zakochanych”, gdyż na spotkanie przybyło kilka par narzeczeńskich. Pomysł tego kursu także narodził się, jako idea „czytania instrukcji obsługi” partnera i zapobieganie przyszłym rozwodom. Cały ciężar pracy spoczywa tam na narzeczonych, dostają oni tematy do rozmów, zadania domowe –oczywiście nikt nie sprawdza jak zostały wykonane. Intymność relacji narzeczeńskiej zostaje w pełni uszanowana. Animatorzy mają tylko zachęcić, nakierować uczestników na dialog.

 

- A jeśli po takim kursie rozpadnie się nawet para, która już miała wyznaczoną datę ślubu, bo stwierdzą, że jednak do siebie nie pasują, to… - wyjaśnił pan Jerzy – i tak się cieszymy, bo to oznacza jeden rozwód mniej w przyszłości.

Spotkanie upłynęło w bardzo miłej atmosferze.

 

- Może zastanawiacie się, dlaczego nie było mowy o niezawodnych radach, tematach i metodach dialogu na spotkaniach – doprecyzował jeden z małżonków, który odbył już rekolekcje. – Ale to właśnie jest tajemnicą i dowiedzieć się szczegółów można tylko na wyjeździe, do czego serdecznie zachęcam.

 

Więcej o Spotkaniach Małżeńskich na ulotkach dostępnych w Biurze Fundacji oraz na stronie http://www.spotkaniamalzenskie.pl/

 

B.W.